sobota, 20 stycznia 2007

Historia (wszech)świata

Chciałabym opowiedzieć wam historię pewnego Człowieka. Na wstępie uprzedzam, że historia ta pochodzi z jednego z moich ulubionych filmów. Niewielu jednak zauważa jak podobna jest do tych całkiem nie-filmowych. A więc (wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od a więc ale tym sposobem możemy już przejść do sedna ;) oto i owa historia.

W małej i biednej wiosce, w miejscu o którym możnaby powiedzieć - kraniec świata, urodził się Chłopiec. Gdy miał kilkanaście lat do owej wioski zawitali obcy ludzie, i ze względu na jego specyficzne umiejętności zabrali go z sobą do stolicy. Tam zaczął poznawać wielki świat i prawdziwe życie. Tam znalazł nauczycieli, którzy wiedzieli jak ważny jest jego los. Tam zdał sobie sprawę, że jest wyjątkowy. Tam też się zakochał i ożenił. I tam wkroczył do świata wielkiej polityki.

Uważając siebie za dość mądrego i potężnego, by samemu objąć władzę, przyłączył się do okrutnego dyktatora, mając nadzieję, że w ten sposób polepszy los swoich bliskich. Początkowo chciał tylko bronić pokrzywdzonych, a stał się niosącym śmierć despotą. Pozbył się swych dawnych nauczycieli i u boku nowego władcy zdławił demokrację, by utworzyć nowe imperium. Jego imperium. Imperium rządzone terrorem i strachem. Stracił też najbliższą mu osobę, tę właśnie dla której robił to wszystko - swoją żonę.

I tak człowiek o czystych i szlachetnych intencjach został uwiedziony przez władzę. Czy nie tak zaczynają wszyscy autokraci - najpierw pragną dobra ojczyzny, buntują się przeciw obowiązującemu systemowi, a gdy mają już władzę, którą chcieli tak szlachetnie wykorzystać to przestaje się liczyć. Ci którzy byli poniżani, stają się tymi, którzy poniżają. Zapominają o własnej przeszłości, o ideach, które im przyświecały. Bo nie można używać złych narzędzi w dobrym celu. Bo dobry cel nie uświęca środków - to się nigdy nie udaje. A zwłaszcza w polityce.

PS. Ciekawa jestem czy wiecie jaki film miałam na myśli? Czekam na komentarze ;) Jeśli jesteś filmocholikiem nie czytaj umieszczonej poniżej podpowiedzi. Jeśli uważasz się za zwyczajnego pożeracza fabuł możesz przeczytać ;)


PPS. Zagadka okazała się naprawdę trudna. Dla ułatwienia i ścisłości dodam więc zakończenie tej historii. Otóż władza nie zdołała zniszczyć w owym Człowieku całego dobra. Po wielu, wielu latach, pod wpływem własnego syna, zbuntował się przeciw dyktatorowi - zabił go i sam, ginąc przywrócił dawny porządek.

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Czyżby to był "Ostatni Król Szkocji"? Z Forest'em Whitaker'em w roli głównej? ;)

zofija pisze...

Niestety nie o niego chodziło. Ale nawet pasuje prawda?

Piotr Podróżnik pisze...

A ja i Monika już wiemy:)!

zofija pisze...

A ja wiem że wy wiecie ;) a Monia sama zgadła czyś jej powiedział był ?

zofija pisze...

A ja wiem że wy wiecie ;) a Monia sama zgadła czyś jej powiedział był ?

Piotr Podróżnik pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Piotr Podróżnik pisze...

Oczywiście, że sama na to wpadła. Wątpisz w intelekt Moniki?

Ta druga podpowiedź czyni odpowiedź zbyt łatwą. Zmień to!:)

Piotr Podróżnik pisze...

W odpowiedzi:
http://mylnik.blogspot.com/2007/02/wadza.html

Co ciekawe bohater o którym ty piszesz jest ewenementem. Stworzył precedens!! Nawrócił się! Zatrzymał się w biegu z góry!
Niesamowite!