Moim nauczycielom, szczególnie dr Jerzemu Kubisowi
Co tu dużo mówić, będzie o królowej nauk. I to nie dlatego, że ja ją tak lubiłam, gdy jeszcze dane mi było się jej uczyć. Raczej dlatego, że jest WSZĘDZIE. Pierwszym argumentem gnębionych uczniów, jets to, że matematyka jest oderwana od rzeczywistości. Otóż nie ona jest wszędzie, trzeba tylko umieć patrzeć. Przecież matematyki nikt nie wymyślił! Ona zawsze tu była, czekała by ją odkryć.
Od czego zaczyna sie historia matematyki? Czy przypadkiem nie od tego, że istniała potrzeba liczenia, na początku prostego określania liczebności stad owiec? A potem nieustanna potrzeba zadawania sobie kolejnych pytań, podejmowania wyzwań, odkrywania tajemnic? Praw matematytki, nikt przecież nie wymyślił, one czekały tylko (i nadal czekają) aż je ktoś odkryje. Aż przyjdzie ktoś, kto będzie w stanie trochę bardziej zrozumieć świat.
I przychodzą od czasu do czasu ludzie wyjątkowi, prawdziwi Matematycy. Ci którzy widzą więcej i potrafią patrzeć dalej niż ci żyjący obok nich. Weźmy jeden, jedyny przykład. Pierre de Fermat. Człowiek, który potrafił patrzeć naprawdę daleko. Matematyk samouk, żyjący na początku XVII wieku. Czyli okropnie dawno. Gdybyśmy pomyśleli o stanie innych nauk w tamtych czasach, moglibyśmy sie przerazić. Na przykład medycyna była w takich powijakach, że trudno stwierdzić czy pomagała czy szkodziła. Tymczasem Fermat wiedział o matematyce więcej niż nie jeden dzisiejszy matematyk. On musiał ją kochać i rozumieć. Spójrzcie na skróconą listę osiągnięć (według Wiki)
"Dokonał wielu odkryć w teorii liczb, m.in. sformułował słynne wielkie twierdzenie Fermata i jeszcze przed Kartezjuszem opracował i stosował metodę współrzędnych w geometrii. Wykazał, że wszystkie krzywe drugiego stopniada się uzyskać przez odpowiednie przecinanie płaszczyzną powierzchni stożka; podał metodę znajdowania ekstremum funkcji. Jego prace stworzyły też podstawy pod późniejszy rozwój rachunku prawdopodobieństwa."
A na dodatek nie robił tego na zlecenie, ani dla sławy, ani dla pieniędzy. Pewnie i tak był bogaty. Większość jego prac została wydana po śmierci, a swoje odkrycia zwykł notować, na marginesach książek, które akurat czytał. I tak też potraktował wzór nazwany przez nas Wielkim Twierdzeniem Fermata. Zanotował je na marginesie łacińskiego tłumaczenia książki Arithmetica Diofantosa i opatrzył następującą uwagą: 'znalazłem zaiste zadziwiający dowód tego twierdzenia. Niestety, margines jest zbyt mały dla zapisania dowodu'. Widać sam nie uważał je za tak wielkie jak inni matematycy. Może dlatego, że odkrył je przy okazji popołudniowej lektury. A inni matematycy męczą się nad nim przez wieki. Bo choć zostało po 300 z górą latach udowodnione, to nadal szuka się dowodu bez odniesień do skomplikowanych, nowoczesnych teorii.
Zainteresowanych tematem odsyłam do Wiki: wielkie twierdzenie Fermata. Może i wam uda się pokochać królową nauk i spojrzeć daleko w przyszłość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz