gdzie do tej pory krwawią rany
w granicach złego i dobrego
w pękniętym sercu Manhattanu
jest Harmagedon
Z. Książek Psalm Apokaliptyczny
w granicach złego i dobrego
w pękniętym sercu Manhattanu
jest Harmagedon
Z. Książek Psalm Apokaliptyczny
Czy zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądał koniec świata? Ten prawdziwy i nieodwołalny? Bez Bruce'a Willisa poświecającego się dla uratowania Ziemi od pędzącej w jej stronę asteroidy? Na czym ma polegać? Trzęsienia Ziemi? Powodzie? Wubuchy Wulkanów? Ogień ? Wojny? Taki obraz mamy zwykle przed oczyma, gdy myślimy o końcu znanego nam świata.
Czy jest więc czymś nieodwołalnym, z wyznaczoną datą, niezależnie od tego co czynią ludzie? Jeśli końcem świata mają być wojny, to znaczy, że nam nigdy nie uda się osiągnąć pokoju na Ziemi. A jeśli klęski naturalne to co ma być ich przyczyną? Jak długo istnieje przecież Ziemia, jak wiele przetrwała i nie zginęła. Nie stała się planetą pełną ognia, czy zalaną wodą, lecz światem najbardziej przyjaznym dla rozwoju życia. Także uderzenie asteroidy (podobno) przetrwała, choć wyginąć od tego miały dinozaury, to ssakli jakoś przetrwały. Czy ogromne zmiany w funkcjonowaniu naszego świata, których tak się boimy, nie mają być przypadkiem efektem naszych własnych poczynań?
Armagedon, który sami sobie przygotowujemy. Przygotowujemy sobie z nienawiści, z żądz które nami targają. Z braku szacunku dla życia. Z braku szacunku dla inności. Jesteśmy panami świata. Uważamy, że wiemy co jest dla niego najlepsze. Obyśmy się bardzo nie mylili. Obyśmy nie musieli dziwić się zaskakującym efektem naszych poczynań, naszego wielowiekowego gwałtu na naturze.
Co jest dla nas osobiście końcem świata, takiego jaki znamy? Śmierć. Ona jest końcem świata zarówno każdego z osobna jak i wszystkich. Śmierć rodzaju ludzkiego - to mamy przed oczami myśląc o Apokalipsie. Nie interesuje nas czy spodziewane kataklizmy przetrwają karaluchy (co jest bardzo prawdopodobne) tylko czy przetrwają ludzie. Bo śmierć człowieka, to śmierć wszystkiego co wytworzył, cywilizacji, kultury, bo nie byłoby komu z niej korzystać. Jaki jest bowiem sens zostawiania po sobie spuścizny, której nikt nigdy nie odkryje? Gdy odchodzi jeden człowiek, zwykle zostaje w pamięci swoich bliskich, zostawia po sobie pamiątki. Okrutna jest wizja tego, że mieliby pomrzeć wszyscy.
Idąc dalej, są duże szanse, że nie dane nam będzie zobaczyć 'ogólnego' końca świata. Każdy jednak na pewno spotka swój własny koniec. Koniec naszego małego świata, dobrze nam znanego. Nie jesteśmy bowiem w stanie wykroczyć umysłem w przyszłość ani w przeszłość. Nasze życie tkwi w ramach czasu, ograniczone naszymi zdolnościami pojmowania, pamięcią rozumieniem świata. Istniejemy tu i teraz jak zamknięci w malutkiej komórce naszego świata. a jegokoniec - Śmierć czeka każdego z nas. Ona jest czymś naturalnym. No właśnie. Powinna być czymś naturalnym. Lecz tak jak zaśmiecamy Ziemię i wchodzimy w drogę Naturze, tak samo zabijamy.
Czy świat nie kończy się bowiem ze śmiercią każdego, kto umierać nie powinien? Który ginie z ludzkiej winy? Na wojnie, zamordowany w afekcie, w świetle prawa skazany na śmierć, w zamachu terrorystycznym. Kiedy nauczymy się, że są na tej Ziemi sprawy o których nie nam decydować? Mówi się, że kto ratuje jedno ludzkie życie, ratuje cały świat. Czy nie jest więc tak, że kto zabija jedno ludzkie życie, zabija cały świat? Wśród tych którzy w imię wyznawanej religii gotowi są oddać życie za bliźnich, są też tacy, którzy w imię wyznawanej religii gotowi są zabijać. I jest ich coraz więcej. Coraz więcej nienawiści i wojny. Nie pozwólmy światu umrzeć z braku miłości.
Czy jest więc czymś nieodwołalnym, z wyznaczoną datą, niezależnie od tego co czynią ludzie? Jeśli końcem świata mają być wojny, to znaczy, że nam nigdy nie uda się osiągnąć pokoju na Ziemi. A jeśli klęski naturalne to co ma być ich przyczyną? Jak długo istnieje przecież Ziemia, jak wiele przetrwała i nie zginęła. Nie stała się planetą pełną ognia, czy zalaną wodą, lecz światem najbardziej przyjaznym dla rozwoju życia. Także uderzenie asteroidy (podobno) przetrwała, choć wyginąć od tego miały dinozaury, to ssakli jakoś przetrwały. Czy ogromne zmiany w funkcjonowaniu naszego świata, których tak się boimy, nie mają być przypadkiem efektem naszych własnych poczynań?
Armagedon, który sami sobie przygotowujemy. Przygotowujemy sobie z nienawiści, z żądz które nami targają. Z braku szacunku dla życia. Z braku szacunku dla inności. Jesteśmy panami świata. Uważamy, że wiemy co jest dla niego najlepsze. Obyśmy się bardzo nie mylili. Obyśmy nie musieli dziwić się zaskakującym efektem naszych poczynań, naszego wielowiekowego gwałtu na naturze.
Co jest dla nas osobiście końcem świata, takiego jaki znamy? Śmierć. Ona jest końcem świata zarówno każdego z osobna jak i wszystkich. Śmierć rodzaju ludzkiego - to mamy przed oczami myśląc o Apokalipsie. Nie interesuje nas czy spodziewane kataklizmy przetrwają karaluchy (co jest bardzo prawdopodobne) tylko czy przetrwają ludzie. Bo śmierć człowieka, to śmierć wszystkiego co wytworzył, cywilizacji, kultury, bo nie byłoby komu z niej korzystać. Jaki jest bowiem sens zostawiania po sobie spuścizny, której nikt nigdy nie odkryje? Gdy odchodzi jeden człowiek, zwykle zostaje w pamięci swoich bliskich, zostawia po sobie pamiątki. Okrutna jest wizja tego, że mieliby pomrzeć wszyscy.
Idąc dalej, są duże szanse, że nie dane nam będzie zobaczyć 'ogólnego' końca świata. Każdy jednak na pewno spotka swój własny koniec. Koniec naszego małego świata, dobrze nam znanego. Nie jesteśmy bowiem w stanie wykroczyć umysłem w przyszłość ani w przeszłość. Nasze życie tkwi w ramach czasu, ograniczone naszymi zdolnościami pojmowania, pamięcią rozumieniem świata. Istniejemy tu i teraz jak zamknięci w malutkiej komórce naszego świata. a jegokoniec - Śmierć czeka każdego z nas. Ona jest czymś naturalnym. No właśnie. Powinna być czymś naturalnym. Lecz tak jak zaśmiecamy Ziemię i wchodzimy w drogę Naturze, tak samo zabijamy.
Czy świat nie kończy się bowiem ze śmiercią każdego, kto umierać nie powinien? Który ginie z ludzkiej winy? Na wojnie, zamordowany w afekcie, w świetle prawa skazany na śmierć, w zamachu terrorystycznym. Kiedy nauczymy się, że są na tej Ziemi sprawy o których nie nam decydować? Mówi się, że kto ratuje jedno ludzkie życie, ratuje cały świat. Czy nie jest więc tak, że kto zabija jedno ludzkie życie, zabija cały świat? Wśród tych którzy w imię wyznawanej religii gotowi są oddać życie za bliźnich, są też tacy, którzy w imię wyznawanej religii gotowi są zabijać. I jest ich coraz więcej. Coraz więcej nienawiści i wojny. Nie pozwólmy światu umrzeć z braku miłości.

2 komentarze:
Innego końca świata nie będzie, innego końca świata nie będze. Mawiał starszy pan pielegnujący pomidory powołany do niesmiertelnego życia przez Czesława Miłosza.
Koniec świata. Armageddon - ciekawostka Har-mageddon to taki wąwóz (albo góra) odok miejscowości Megiddo - tak to tam ma zacząć się koniec świata. (Har- bitwa, mageddon - Megiddo)
W rzeczywistości to miejsce w którym faraon Egipski Thotmes III w 1469 p.n.e rozbił siły państwa Kadesz i jakichś innych.
W tym tez miejscu w 609 p.n.e Necho II (tyz faron) rozbił siły króla Judy Jozjasza. Co ciekawe napotoczył się na Judejczyków przypadkiem bo szedł walczyć z Asyrią. Pamięć pozostaje...
Za 5 miliardów lat słońce zgaśnie i buchnie - po ciastkach. Chociaz ludzkość może nie dożyć. No cóż jestesmy wirusami - przychodzimy eksploatujemy wychodzimy.
"Bóg chlebem się pokrzepił,
anioł skosztował mleka
a potem całe wieki
człowiek na Boga czeka"
tenże Z.Książek Psalm Abrahama
Jak wiele racji może mieć staruszek pielęgnujący pomidory, prawda? Dzięki za historyczny komentarz ;)
Prześlij komentarz