Nie sądziłam, że kiedykolwiek wkurzę się aż tak żeby napisać o polityce. Nie sądziłam, że kiedykolwiek stanę się społecznie zaangażowana, czy coś w tym stylu. Aż dzisiaj obejrzałam wiadomości.
I począł w Tobie gniew kiełkować. I pomyślałeś milczenia dość!
Trwa protest pielęgniarek. Siedzą pod i w kancelarii premiera i czekają aż ktoś z nimi porozmawia. Pewnie się nie doczekają - przecież nie są górnikami, nikogo nie pobiją, nie będą rzucać kamieniami. Jedynie siedzą. I usłyszały od Premiera tego kraju, że mężczyzn to policja dawnoby wyrzuciła, więc mają szczęście, że on ma szacunek dla kobiet (!). Bo je to policja tylko troszkę przestawiła. Po czym po rozpoczęciu głodówki usłyszały od wyżej wspomnianego Premiera, że "niezjedzenie kolacji to nie głodówka. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło" Ktoś chyba powinien Panu Premierowi wytłumaczyć co to jest SZACUNEK.
Bo cywilizowani ludzie mają szacunek dla każdego człowieka, nie ważne czy jest kobietą, czy nie. Czy jest głową państwa, czy żebrakiem. Człowiek honoru, człowiek prawy, nie zapomni o tym, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Nikogo nie będzie poniżał, z nikogo nie będzie drwił. Jeśli więc panie chcą głodować, to nikt nie ma prawa ich wyśmiewać i poniżać. Nie ważne, czy siedzieć im tam wolno, czy nie.
To co mówi i robi ostatnio władza, nie świadczy o pielęgniarkach, ani wyborcach, ani tym kraju. To świadczy o samej władzy. Za każde wypowiedziane słowo trzeba będzie osobiście wziąć odpowiedzialność. Przed narodem, który władzę wybrał i przed Bogiem, jeśli się w takowego wierzy.
Gdyby zaś ta władza miała trochę klasy, to wiedziałaby jakich odzywek unikać, żeby nie stracić społecznego poparcia. Gdyby władza była mniej arogancka, toby wiedziała dla kogo ma pracować, kto ją wybrał, i kto ją z rządzenia rozliczy. Może wiedziałaby też, że nawet do - jej zdaniem - słusznych celów nie wolno dążyć 'po trupach', wszelkimi dostępnymi środkami, depcząc po drodze kogo popadnie. Bo przecież mnie wolno - państwo to ja!
Dzisiejsza nasza władza jest tak bardzo zapatrzona w siebie, że zza swojego ego nie widzi już prostych obywateli. Nie można liczyć na zrozumienie, na rozsądek, na dotrzymywanie obietnic, na prawo, ani na sprawiedliwość.
wtorek, 26 czerwca 2007
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Gdzie serce twoje...
Tak wiem, że był taki film. Film był o tym, że młoda dziewczyna znalazła dom w całkowicie obcym miasteczku, wśród całkowicie obcych ludzi. Po prostu trafiła na takich którzy ją przygarnęli, pomogli w trudnych chwilach, bezinteresownie pokochali. Gdzie jest więc dom każdego człowieka? Czy tam gdzie się urodził, czy tam gdzie mieszka, a może w całkiem innym miejscu?
Zacznijmy od tego, czy dom to w ogóle jest miejsce. W domu czujemy się bezpiecznie i swobodnie, jesteśmy spokojni. Z tym słowem wiąże się wszystko co możemy zamknąć w stwierdzeniu "rodzinne ciepło". Więc dom to nie do końca miejsce - raczej uczucie. Uczucie, które może być związane zarówno z miejscem urodzenia, czy zamieszkania, jak i z rzeczami do których jesteśmy przywiązani, czy z ludźmi, których kochamy. To przecież oni są źródłem tego ciepła, to oni sprawiają, że w owym materialnym domu czujemy się domowo. Bez nich jest pusty. Bez nich nie jest ani ciepły, ani przyjazny, ani bezpieczny. Bez nich jest tylko miejscem zamieszkania.
Dlatego pozwolę sobie postawić tezę, iż pod hasłem dom, kryją się wszyscy ci, których kochamy, przy krórych jest nam dobrze. W tym momencie nie ma znaczenia, czy jesteśmy akurat w miejscu, gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy, czy na drugim krańcu świata. W Polsce czy w amazońskiej dżungli. Czy mieszkamy w dworku po prababci czy w slumsach Rio de Janeiro. Dom można sobie znaleźć wszędzie, jeśli umie się kochać.
A skoro dom może być wszędzie, to może być też nigdzie. I tak dochodzimy do najsmutniejszej epidemii nowoczesnego świata - samotności. Do tego, że człowiek sam, jeden nie zbuduje domu, nie będzie szczęśliwy i spokojny. Do tego, że nie ma na świecie nic ważniejszego od drugiego człowieka.
Zacznijmy od tego, czy dom to w ogóle jest miejsce. W domu czujemy się bezpiecznie i swobodnie, jesteśmy spokojni. Z tym słowem wiąże się wszystko co możemy zamknąć w stwierdzeniu "rodzinne ciepło". Więc dom to nie do końca miejsce - raczej uczucie. Uczucie, które może być związane zarówno z miejscem urodzenia, czy zamieszkania, jak i z rzeczami do których jesteśmy przywiązani, czy z ludźmi, których kochamy. To przecież oni są źródłem tego ciepła, to oni sprawiają, że w owym materialnym domu czujemy się domowo. Bez nich jest pusty. Bez nich nie jest ani ciepły, ani przyjazny, ani bezpieczny. Bez nich jest tylko miejscem zamieszkania.
Dlatego pozwolę sobie postawić tezę, iż pod hasłem dom, kryją się wszyscy ci, których kochamy, przy krórych jest nam dobrze. W tym momencie nie ma znaczenia, czy jesteśmy akurat w miejscu, gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy, czy na drugim krańcu świata. W Polsce czy w amazońskiej dżungli. Czy mieszkamy w dworku po prababci czy w slumsach Rio de Janeiro. Dom można sobie znaleźć wszędzie, jeśli umie się kochać.
A skoro dom może być wszędzie, to może być też nigdzie. I tak dochodzimy do najsmutniejszej epidemii nowoczesnego świata - samotności. Do tego, że człowiek sam, jeden nie zbuduje domu, nie będzie szczęśliwy i spokojny. Do tego, że nie ma na świecie nic ważniejszego od drugiego człowieka.
środa, 2 maja 2007
In the process of becoming
Całe życie do czegoś dążymy. Takie czasy, powiemy być może. Może trzeba mieć jakiś cel. Mnie wydawało się, że przetrwam to co teraz mnie czeka, i następną rzecz i następną, aż kiedyś w końcu będę gotowa. Bez precyzowania na co gotowa, bo tak bezpieczniej. Po co znowu schodzić na mroczne klimaty, przecież wszyscy wiemy co jest jedynym 'pewniakiem' w życiu.
Dziś widzę, że (sory) to głupi sposób myślenia. Ni z tego ni z owego, dotarło do mnie, że tak naprawdę nigdy nie jest się gotowym. Gdybyśmy mieli do końca samodzielnie decydować o całym życiu, pewnie nie odważylibyśmy się na połowę tego co nas spotkało. Ja na przykład nie chciałabym kończyć szkoły i zdawać matury. Pochodziłabym sobie jeszcze... tak może drugie trzy lata. Bo jeszcze nie jesteśmy gotowi.
Patrząc w przyszłość myślimy, że przyjdzie taki dzień, kiedy poczujemy w sobie siłę. Będziemy wiedzieli, że to właśnie teraz. Że oto jestem tym człowiekiem, którym chciałem się stać. Jestem gotów. Koniec drogi. A tymczasem ta chwila nigdy nie nadejdzie. Stajemy się przez całe życie, po to by nigdy się nie stać. Bo sens nie tkwi w celu podróży, ale w samej podróży. Nasze stawanie się nie ma końca. Idź tak długo, jak wystarczy ci sił. Dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę.
Dziś widzę, że (sory) to głupi sposób myślenia. Ni z tego ni z owego, dotarło do mnie, że tak naprawdę nigdy nie jest się gotowym. Gdybyśmy mieli do końca samodzielnie decydować o całym życiu, pewnie nie odważylibyśmy się na połowę tego co nas spotkało. Ja na przykład nie chciałabym kończyć szkoły i zdawać matury. Pochodziłabym sobie jeszcze... tak może drugie trzy lata. Bo jeszcze nie jesteśmy gotowi.
Patrząc w przyszłość myślimy, że przyjdzie taki dzień, kiedy poczujemy w sobie siłę. Będziemy wiedzieli, że to właśnie teraz. Że oto jestem tym człowiekiem, którym chciałem się stać. Jestem gotów. Koniec drogi. A tymczasem ta chwila nigdy nie nadejdzie. Stajemy się przez całe życie, po to by nigdy się nie stać. Bo sens nie tkwi w celu podróży, ale w samej podróży. Nasze stawanie się nie ma końca. Idź tak długo, jak wystarczy ci sił. Dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę.
wtorek, 1 maja 2007
Zła ciąg dalszy
W poprzednim poscie z tematu zła obecnego w każdym człowieku, zeszłam nieco na środki materialne, które z nas owo zło wyzwalają. Czy jednak zawsze krzywdzimy innych by zdobyć więcej dla siebie?
Czasem wydaje się nam przecież, że z całej siły staramy się robić to co należy. Że wszystko co robimy, robimy dla jakiegoś wyższego dobra. Tu także czeka nas pułapka. Nie ma bowiem żadnej na tyle ważnej 'sprawy', żeby warta była naszej duszy. Żeby warta była odkładania na bok zasad, uciszania sumienia. Nie wierzę i nie chcę wierzyć w to, że liczy się ostateczny bilans (byle było na plus), że do celu dążyć można wszelkimi środkami. Wierzę natomiast w to, że o człowieku śwadczy każda jego decyzja. Także ta o tym, by nierobić czegoś co może polepszy ostateczny bilans, ale jest sprzeczne z sumieniem. Jestem też zdecydowanie przeciwna usprawiedliwianiu samego siebie, tylko dlatego, że 'chciałem dobrze'. Wszyscy wiemy co jest wybrukowane dobrymi chęciami.
Może się to wydawać oczywiste. Widzieliśmy to przecież nie raz - w tylu filmach. Zawsze wtedy gdy główny bohater cierpi dla ludzkości poświęcając własne szczęście. Wydaje się takie proste.
Jednakże są w życiu sytuacje, w których nic nie jest proste. W których niełatwo jest mieć niezłomne zasady i przy nich trwać. I pewnie większość ludzi odchodzi od owych zasad w przekonaniu, że tak trzeba. Tak jesteśmy nauczeni. To nasza specjalność - polska podwójna moralność.
Na przykład z jednej strony wszyscy narzekamy na korupcję, wszyscy jesteśmy jej przeciwni i gdy się tylko da narzekamy na ten dziwny kraj. A z drugiej strony, gdy ktoś z naszych bliskich jest w szpitalu, zrobilibyśmy wszystko, by miał jak najlepszą opiekę - biegniemy więc z kopertą do ordynatora czy pielęgniarki. I nie widzimy w tym nic niestosownego. Przecież chcemy dobrze. Przecież to dlatego, że kochamy. Przecież wtedy jesteśmy niejako usprawiedliwieni. Jesteśmy?
Wróciliśmy w ten sposób do postawionego dawno pytania: czy można zabić jednego człowieka by uratować innego? A żeby uratować dwóch? Dziesięciu? Stu? Czy istnieje cena ludzkiego życia, granica, liczba przy której ta transakcja zaczyna się opłacać? Nie , nie istnieje coś takiego jak ekonomia ludzkich istnień. Każde życie jest tak samo cenne jak sto czy dwieście innych. Kto ratuje jednego człowieka, ratuje cały świat. A kto zabija jednego człowieka ...?
Czasem wydaje się nam przecież, że z całej siły staramy się robić to co należy. Że wszystko co robimy, robimy dla jakiegoś wyższego dobra. Tu także czeka nas pułapka. Nie ma bowiem żadnej na tyle ważnej 'sprawy', żeby warta była naszej duszy. Żeby warta była odkładania na bok zasad, uciszania sumienia. Nie wierzę i nie chcę wierzyć w to, że liczy się ostateczny bilans (byle było na plus), że do celu dążyć można wszelkimi środkami. Wierzę natomiast w to, że o człowieku śwadczy każda jego decyzja. Także ta o tym, by nierobić czegoś co może polepszy ostateczny bilans, ale jest sprzeczne z sumieniem. Jestem też zdecydowanie przeciwna usprawiedliwianiu samego siebie, tylko dlatego, że 'chciałem dobrze'. Wszyscy wiemy co jest wybrukowane dobrymi chęciami.
Może się to wydawać oczywiste. Widzieliśmy to przecież nie raz - w tylu filmach. Zawsze wtedy gdy główny bohater cierpi dla ludzkości poświęcając własne szczęście. Wydaje się takie proste.
Jednakże są w życiu sytuacje, w których nic nie jest proste. W których niełatwo jest mieć niezłomne zasady i przy nich trwać. I pewnie większość ludzi odchodzi od owych zasad w przekonaniu, że tak trzeba. Tak jesteśmy nauczeni. To nasza specjalność - polska podwójna moralność.
Na przykład z jednej strony wszyscy narzekamy na korupcję, wszyscy jesteśmy jej przeciwni i gdy się tylko da narzekamy na ten dziwny kraj. A z drugiej strony, gdy ktoś z naszych bliskich jest w szpitalu, zrobilibyśmy wszystko, by miał jak najlepszą opiekę - biegniemy więc z kopertą do ordynatora czy pielęgniarki. I nie widzimy w tym nic niestosownego. Przecież chcemy dobrze. Przecież to dlatego, że kochamy. Przecież wtedy jesteśmy niejako usprawiedliwieni. Jesteśmy?
Wróciliśmy w ten sposób do postawionego dawno pytania: czy można zabić jednego człowieka by uratować innego? A żeby uratować dwóch? Dziesięciu? Stu? Czy istnieje cena ludzkiego życia, granica, liczba przy której ta transakcja zaczyna się opłacać? Nie , nie istnieje coś takiego jak ekonomia ludzkich istnień. Każde życie jest tak samo cenne jak sto czy dwieście innych. Kto ratuje jednego człowieka, ratuje cały świat. A kto zabija jednego człowieka ...?
sobota, 28 kwietnia 2007
Zło
Skąd się bierze zło? Może to uproszczona odpowiedź, ale zło bierze się z nas. Z ludzi. To my jesteśmy jego źródlęm, a co gorsza jak słyszymy od wieków, każdy z nas przez cały czas nosi w sobie swoją jasną i ciemną stronę. Skoro więc już wiemy że zło jest w nas to dlaczego ciągle popełniamy te same błędy? Czy nie uczymy się niczego na przykładzie poprzednich pokoleń?
Bez przerwy słyszymy na przykład, że władza uzależnia, że władza niszczy człowieka. I dalej jej pragniemy. Zawsze wydaje nam się, że inni być może, ale ja będę pierwszym który sobie z tym poradzi. Pierwszym, który im więcej będzie miał władzy tym więcej dobra uczyni. Mówimy więc sobie, że gromadzimy ją dla dobra sprawy. Że jeśli zamiast tych ludzi - złych, skorumpowanych - będę tam ja, wszystko będzie wyglądało inaczej. Bo wydaje nam się że jesteśmy inni niż wszyscy. Wyjątkowi. Silniejsi. Lepsi. A o czym marzymy? By być Kurtzami naszych czasów.
Podobnie rzecz się ma gdy chodzi o dobra materialne wszelakiego rodzaju. Uważamy, że wcale nie jesteśmy chciwi (cóż za okropne słowo!), przecież my chcemy tylko godziwej, czyli coraz wyższej zapłaty. A najbardziej chcielibyśmy wysokiej pensji za małą pracę. Nie zwykliśmy pytać co jeszcze możemy zrobić, lecz co jeszcze możemy otrzymać. I co więcej, mówimy sobie, że tak będzie lepiej. Że ci którzy mają wielkie fortuny nie umieją ich wykorzystać, a my byśmy przecież umieli - tyle dobra możnaby uczynić mając odpowiednie środki. To dlaczego nikt tego nie robi? Dlaczego mamy wizję bogacza zamkniętego w swej willi, a nie takiego wychodzącegodo ludzi z pomocą? I dlaczego łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne i tak dalej ?
Świat jest zupełnie inny, niż nam się wydaje. Wydaje się bowiem, że szczęście mają ci, którzy mają pieniądze i władzę. A jest dokładnie na odwrót. Szczęście mają ci, którym los nie zesłał ani jednego ani drugiego. Im łatwiej będzie zauważyć rzeczy naprawdę ważne. Im łatwiej będzie dostrzec swoją ciemną stronę i z nią walczyć. Oni będą wiedzieli jak dolewać malutkie kropelki dobra do oceanu, którego świat bardzo potrzebuje.
Bez przerwy słyszymy na przykład, że władza uzależnia, że władza niszczy człowieka. I dalej jej pragniemy. Zawsze wydaje nam się, że inni być może, ale ja będę pierwszym który sobie z tym poradzi. Pierwszym, który im więcej będzie miał władzy tym więcej dobra uczyni. Mówimy więc sobie, że gromadzimy ją dla dobra sprawy. Że jeśli zamiast tych ludzi - złych, skorumpowanych - będę tam ja, wszystko będzie wyglądało inaczej. Bo wydaje nam się że jesteśmy inni niż wszyscy. Wyjątkowi. Silniejsi. Lepsi. A o czym marzymy? By być Kurtzami naszych czasów.
Podobnie rzecz się ma gdy chodzi o dobra materialne wszelakiego rodzaju. Uważamy, że wcale nie jesteśmy chciwi (cóż za okropne słowo!), przecież my chcemy tylko godziwej, czyli coraz wyższej zapłaty. A najbardziej chcielibyśmy wysokiej pensji za małą pracę. Nie zwykliśmy pytać co jeszcze możemy zrobić, lecz co jeszcze możemy otrzymać. I co więcej, mówimy sobie, że tak będzie lepiej. Że ci którzy mają wielkie fortuny nie umieją ich wykorzystać, a my byśmy przecież umieli - tyle dobra możnaby uczynić mając odpowiednie środki. To dlaczego nikt tego nie robi? Dlaczego mamy wizję bogacza zamkniętego w swej willi, a nie takiego wychodzącegodo ludzi z pomocą? I dlaczego łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne i tak dalej ?
Świat jest zupełnie inny, niż nam się wydaje. Wydaje się bowiem, że szczęście mają ci, którzy mają pieniądze i władzę. A jest dokładnie na odwrót. Szczęście mają ci, którym los nie zesłał ani jednego ani drugiego. Im łatwiej będzie zauważyć rzeczy naprawdę ważne. Im łatwiej będzie dostrzec swoją ciemną stronę i z nią walczyć. Oni będą wiedzieli jak dolewać malutkie kropelki dobra do oceanu, którego świat bardzo potrzebuje.
poniedziałek, 9 kwietnia 2007
Prawda
Czymże jest Prawda?
Każdy kto jest z Prawdy słucha mojego głosu
Tak On powiedział o sobie i od tamtego czasu wszyscy Go szukamy. Ciągle czegoś nam brak. Idziemy, gubimy się, upadamy, nasza Droga, jest wąska, kamienista, kręta i ciągle wiedzie pod górę. A mimo to cały czas idziemy. Idziemy Drogą licząc na to że u jej kresu ujżymy całą Prawdę.
Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli
Liczymy na to, że gdy wreszcie ją poznamy... No właśnie, co wtedy? Czy nasze życie nie polega na tym by ciągle iść? Co więc się stanie, gdy osiągniemy cel? To będzie oznaczało kres naszego dotychczasowego istnienia. Prawda wyzwoli nas z tego kim i czym byliśmy do tej pory. Nie będzie już więcej dawnych nas.
Czy chodzi o przeciwieństwo kłamstwa, czy może raczej o "całą prawdę i tylko prawdę". Prawda to jakby absolutna wiedza, a takowa dawałaby absolutną władzę temu kto ją posiadł. Daltego niemożliwym jest poznać i zrozumieć wszystko. Tam gdzie leżą granice pojmowania rozpoczyna się Tajemnica.
Kim jest ten, który jest z Prawdy? Może chodzi o kogoś kto miłuje Prawdę - takiego, który nie zadowala się tym co podano mu na talerzu ale drąży, szuka, zadaje pytania? Mówi się że kto szuka prawdy zawsze znajdzie Chrystusa.
Ja jestem Drogą, Prawdą i ŻyciemTak On powiedział o sobie i od tamtego czasu wszyscy Go szukamy. Ciągle czegoś nam brak. Idziemy, gubimy się, upadamy, nasza Droga, jest wąska, kamienista, kręta i ciągle wiedzie pod górę. A mimo to cały czas idziemy. Idziemy Drogą licząc na to że u jej kresu ujżymy całą Prawdę.
Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli
Liczymy na to, że gdy wreszcie ją poznamy... No właśnie, co wtedy? Czy nasze życie nie polega na tym by ciągle iść? Co więc się stanie, gdy osiągniemy cel? To będzie oznaczało kres naszego dotychczasowego istnienia. Prawda wyzwoli nas z tego kim i czym byliśmy do tej pory. Nie będzie już więcej dawnych nas.
środa, 21 marca 2007
The New Beginning
I znowu rozpoczyna się Wiosna. Kolejny czas gdy mijają depresje, gdy czujemy się znowu młodzi, piękni i bogaci. Akurat ;] Niezależnie od tego jak się czujemy z nadejściem kolejnego etapu życia - jedno jest pewne i niezmienne- Czas. Płynie czy tego chcemy czy nie, raz szybciej, raz wolniej, ale równie nieubłaganie dla wszystkich.
Jak go nie zmarnować? Mission impossible. Zawsze będzie coś co jeszcze moglibyśmy byli zrobić. Czas o którym pomyślimy - zmarnowany. Ale chyba żaden taki nie jest. W każdej sekundzie jesteśmy sobą. Żyjemy. Wybieramy. Stanowimy o sobie, Z każdą sekundą dodajemy kolejne 25 klatek do filmu, którym jest nasze życie. Filmu, który miejscami będzie nudnawy, a miejscami porywający. Zawsze w 100 % autorski. Jedyny w swoim rodzaju.
W pierwszych sekundach nowej Wiosny życzę wszystkim wspaniałego Filmu. Bo to chyba dobry czas na mały przegląd scenariusza.
Jak go nie zmarnować? Mission impossible. Zawsze będzie coś co jeszcze moglibyśmy byli zrobić. Czas o którym pomyślimy - zmarnowany. Ale chyba żaden taki nie jest. W każdej sekundzie jesteśmy sobą. Żyjemy. Wybieramy. Stanowimy o sobie, Z każdą sekundą dodajemy kolejne 25 klatek do filmu, którym jest nasze życie. Filmu, który miejscami będzie nudnawy, a miejscami porywający. Zawsze w 100 % autorski. Jedyny w swoim rodzaju.
W pierwszych sekundach nowej Wiosny życzę wszystkim wspaniałego Filmu. Bo to chyba dobry czas na mały przegląd scenariusza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
