czwartek, 27 grudnia 2007

Cogito ergo sum...
Żeby być

Idź dokąd poszli tamci, do ciemnego kresu

Już na początku swego przesłania pan Cogito wyznacza metę naszej niezwykłej wędrówki, miejsce, w które nas posyła - ciemność, nicość, smierć - tam gdzie trafili wszyscy, którzy byli tu przed nami. Nie obiecuje nagrody, wiecznego szczęścia, raju, on nic nie może nam dać, jedynie złotego runa nicości możemy się spodziewać. Nie wierzy w krainę szczęśliwości, w której czeka nas nagroda za dobre uczynki. Bo czy można mówić o bezinteresowności, gdy jest się człowiekiem biorącym udział w wyścigu po nagrodę? Czy jest się bezinteresownym gdy liczy się na zapłatę? Nie obiecyje nam więc Cogito niczego - wymaga wiele - idź wyprostowany wśród tych co na kolanach. Może to oni będą mieli łatwiej. Będą bogatsi. Nie będą cierpieć. Może będą się śmiać, gdy ty będziesz płacił najwyszą cenę za wyprostowaną postawę. Może opłaciło się klęknąć? Wyrzucić zasady w kąt? Odwrócić się plecami do mniejszych i słabszych a dołączyć do silnych? Kim byś był, gdybyś oddał im swoją godność? Gdybyś pozwolił obalić się w proch, czy mógłbyś jeszcze kiedyś spojrzeć w lustro?

Ocalałeś, żyjesz, istniejesz. Chcesz korzystać z życia. Ale to nie jest proste dla takich jak Ty. Tych co wiedzą jak mało mają czasu, jak bardzo liczy się każda chwila, jak jest cenna. Czego świadectwo zostawisz po sobie? Kto Cię zapamięta? I jak? Gdy sam nie wiesz, w którą pójść stronę - jak możesz dać świadectwo? Czy dasz radę, gdy sam nie wiesz co robić - czy dasz świadectwo odwagi? Czy będziesz bronił swoich przekonań, wśród szyderstw, wśród wrogów, do ostatniej kropli krwi? Czy warto? I czego masz właściwie tak odważnie bronić? Czym się kierować?

Dostaniesz wskazówki. Kilka prostych słów. Haseł, którymi kierować się w życiu nie będzie łatwo. Pierwszy z twoich nowych przyjaciół to Gniew. Ale Gniew bezsilny - nie liczy się więc ile zdziałasz, liczy się uczucie rodzące się w twej duszy, ono czyni cię tym kim jesteś. Jeśli nie zdołasz nic zmienić, trudno, niepozostałeś jednak obojętny na głos poniżonych i bitych. Jesteś człowiekiem dzięki tym rodzącym się w tobie uczuciom. Za Gniewem, siostra twoja - Pogarda. Jednakże nie jak daje ją świat - dla mniejszych i słabszych, lesz dla szpiclów, katów i tchórzy - gardzić masz tylko posępowaniem niegodnym człowieczeństwa, niegodnym istoty ludzkiej. Dlaczego więc to oni mają wygrywać? Dlaczego oni mają tu zostać gdzy ciebie już nie będzie? Na twoim pogrzebie odetchną z ulgą - czy więc naprawdę wygrali? Skoro będą musieli łagodzić twój życiorys? Czy to nie będzie właśnie Twoje zwycięstwo?

A czego ci nie wolno? Nie przebaczaj? Przebaczanie które jest wyrazem Twojej miłości do ludzi - to nie ono jest tu na świeczniku. To moralny permisywizm. Łatwe usprawiedliwianie mniejszych i większych zbrodni. 'Tak trzeba było', 'takie były czasy', 'co by to zmieniło', aż do ostaniego - 'oni by mnie przecież zabili' i jedynej możliwej odpowiedzi - więc powinieneś był zginąć, zginąć za swoje zasady, za swoich przyjaciół. Bo Ty nie masz władzy przebaczyć, w imieniu tych, których tu nie ma. Nie masz władzy pomóc tym, którzy zdradzili swych przyjaciół o świcie. Oni będą musieli z tym żyć. Wytrzymać sami ze sobą, do końca, z nieustannym poczuciem winy, bo nie ma im już kto przebaczyć.

Nie sądź jednak, że zasady, którymi będziesz się kierował uczynią cię kimś lepszym od innych. Im więcej było ci dane, tym więcej będzie się od ciebie wymagać - będzie ci więc ciężej niż im. Będziesz ciężko pracował, a nie doczeaksz się uznania, lecz drwiny. Będziesz patrzył w lustro i zastanawiał się - dlaczego właśnie ja? Każdy z nas wie, że jest tylu ludzi lepszych od niego. Dlaczego więc to nie oni tu stoją? Dlaczego właśnie ja? Jestem przecież zwykłym człowiekiem, jestem nikim, dlaczego właśnie ja? Dlaczego to ja usłyszałem wezwanie? Co mnie wyróżnia? Czyż nie było lepszych?

Tylko nie zmieniaj się z czasem, nie popadaj w rutynę, nie pozwól by zimno ogarnęło twe serce. Kochaj. Kochaj to co tajemnicze i piękne. Kochaj to co stanowi istotę świata, a czego nikt do końca nie może pojąć. Kochaj wolność ptaka na niebie, kochaj majestat starego dębu, kochaj nadzieją jaką daje każdy kolejny świt. Czy one potrzebują ciebie - nie, to ty potrzebujesz ich. Potrzebujesz ich piękna, choć widzisz przy nich jaki jesteś mały i samotny. Ciesz się nimi, a każdego dnia dadzą ci siłę, by wstać i pójść, pójść przed siebie drogą jednocześnie ukochaną i znienawidzoną. Dojdziesz czy nie? Dokąd idziesz? Sam tego nie wiesz? Nie masz już wyboru, zdecydowałeś się wyruszyć. Życie twoje jest twiom największym skarbem i najwięszym przekleństwem. Nie chce się zatrzymać twoje serce, nawet gdy nie masz już sił. Możesz tylko brnąć dalej przed siebie, powtarzając to, co usłyszałeś od starszych i mądrzejszych. Tak masz do czegoś dojść, ale ty wiesz, że nie czeka na ciebie chwała. A mimo to powtarzasz wielkie słowa, słowa których sensu może nie rozumiesz, słowa, które wypowiadal ci, którzy szli tędy przed tobą.

Ale ty już wiesz, że nie czeka na ciebie nagroda - po co więć idziesz, co sprawia, że nie pogrążasz się w beznadziei? Po co idziesz? Po chłostę śmiechu? Zabójstwo na śmietniku? Na spotkanie zimnego, okrutnego świata, a jednak wychodzisz. Wychodzisz, bo chcesz być taki jak oni - bojownicy o to co nieosiągalne. Wychodzisz, bo chcesz być jednym z nich - obrońcą królestwa bez kresu i miasta popiołów. Królestwa bez granic, królestwa bez ziem, królestwa moralności, królestwa sumienia. Wbrew wszelkiej logice. Miasta popiołów - spalonego, zniszczonego, nieistniejącego, ulotnego, miatra idei. Bo na przekór wszystkiemu, chcesz wierzyć, że one istnieją, że ich nie da się zniszczyć, że idee są kuloodporne.

Oto twoja szansa, jedyna decyzja, która do ciebie należy - decydujesz co zrobić z czasem, który został ci dany. I jedyna wskazówka udzielona Ci przez pana Cogito:

Bądź wierny. Idź.


Na podstawie "Przesłania Pana Cogito" Zbigniewa Herberta
oraz:
Królestwa niebieskiego
V jak Vendetta
Władcy Pierścieni
Harrego Pottera
i innych tekstów kultury, które sprawiły, że myślę to co myślę, a których nie da się tutaj wymienić




Magia Świąt

24.12.07

Bo przecież musi być stół

Zwykły, drewniany upchnięty w kuchni pod ścianą, przykryty ceratą. Na nim mnóstwo pudełek i pudełeczek, różne kubki, każdy przypisany do jednego z członków rodziny. Tego dnia jednak nikt nie będzie przy nim jadł, zostaną tu tylko pokrojone suszące się jesienią nad piecem grzybki, odstawionbe niepotrzebne naczynia i potrawy czekające na swoją godzinę, na pierwszą gwiazdkę.
I ten drugi, rozstawiony na środku pokoju, przykryty odświętnym obrusem, z siankiem pod spodem, ze świecą i opłatkiem na nim. I z jednym dodatkowym nakryciem, czekającym na strudzonego wędrowca, na niespodziewanego gościa, albo może bardziej pozostawionego po tych, których już tu nie ma.

I dobre oczy nad stołem

Oczy kogoś kto kocha, płonące blaskiem świecy, choinkowych światełek i radością z jedynego takiego dnia w roku. Całego spędzanego jedynie na celebrowaniu miłości. Miłości do bliskich, rodziny, przyjaciół, kolegów z pracy, współpasażerów w autobusie - do człowieka.

Ulica kręta w dół i łuna ponad kościołem.

Dlaczego akurat tego dnia serca wszystkich zalewają ciepłe, przyjazne uczucia? Czy to wpływ aury, wszędoby7lskich dekoracji, czy może chodzi o coś więcej? Może co roku celebrujemy już tylko tradycję, swoją polskość? A może jeszcze pamiętamy dlaczego właśnie tego dnia celebrujemy Miłość? Świętujemy Jej przyjście do nas, zalanie naszej historii Jej blaskiem. Świętujemy Boże Narodzenie - przyjście wielkiej Miłości w małym, kruchym ciele, Miłości, która później zmienić miała bieg świata. I która dała nam dni takie jak ten.

Obyśmy potrafili tę Miłość celebrować codziennie i codziennie się nią dzielić.


Cytaty z "Kolędy rozterek" Budki Suflera