sobota, 15 września 2007

Samotność w świecie

Małgorzata Hillar

My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości

Epidemia dzisiejszego świata polega na tym, że wszyscy jesteśmy samotni podobno. A przecież jak możemy być samotni, gdy tylu jest ludzi wokól nas? Gdy czasem nie sposób dopchnąć się do tramwaju? Zatłoczone ulice, puby pełne roześmianych grupek przyjaciół - to przecież kolejne ikony naszych czasów. Dlaczego więc właśnie teraz czujemy się samotni? Czy to wszystko co jest wokół nas straciło znaczenie?

Czy naprawdę oderwaliśmy się od korzeni, zapomnieliśmy o tradycjach, o przeszłości i chodzimy zagubieni w wielkim świecie, po pustych, szerokich ulicach? Nie wiemy w którą pójść stronę, bo jesteśmy przeciwko wszystkiemu.

Czy nie jest tak, że cokolwiek dzieje się z naszym światem - to my jesteśmy za to odpowiedzialni? Jeśli ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, nie potrafią kochać, to może dlatego, że w nas wszystkich za mało jest miłości? Bo przecież nigdzie nie jest się samemu.

A teraz początek umieszczony na końcu, drobna obserwacja. W autobusach i niektórych tramwajach są siedzenia ustawione twarzą do siebie lub obok siebie. Dziwnym trafem nikt nigdy nie siada blisko współpasażerów jeśli nie musi. Ludzie najpierw zajmują dalekie od siebie miejsca, po czym przychodzą następni i skrępowani, właściwie nie wiadomo czym, zajmują pozostałe miejsca, wypełniają luki, starając się przy tym przypadkiem na siebie nie patrzeć. Też tak robię, taki odruch, właściwie nie wiem dlaczego. Może to wynika z nieśmiałości? A może z tego że nie lubimy ludzi? Wcale nie mamy ochoty na rozmowy o pogodzie ze starszymi paniami?

Podobnie zresztą wygląda 'syndrom empetrójki' - coraz więcej ludzi chodzi z zatkanymi uszami i niewidzącym wzrokiem wpatrzonym w przestrzeń. Nie patrzymy na siebie. Czy nie mamy po co? Czy nie wszyscy czujemy się tak samo samotni choć w tłumie?