wtorek, 26 czerwca 2007

Polityka

Nie sądziłam, że kiedykolwiek wkurzę się aż tak żeby napisać o polityce. Nie sądziłam, że kiedykolwiek stanę się społecznie zaangażowana, czy coś w tym stylu. Aż dzisiaj obejrzałam wiadomości.


I począł w Tobie gniew kiełkować. I pomyślałeś milczenia dość!


Trwa protest pielęgniarek. Siedzą pod i w kancelarii premiera i czekają aż ktoś z nimi porozmawia. Pewnie się nie doczekają - przecież nie są górnikami, nikogo nie pobiją, nie będą rzucać kamieniami. Jedynie siedzą. I usłyszały od Premiera tego kraju, że mężczyzn to policja dawnoby wyrzuciła, więc mają szczęście, że on ma szacunek dla kobiet (!). Bo je to policja tylko troszkę przestawiła. Po czym po rozpoczęciu głodówki usłyszały od wyżej wspomnianego Premiera, że "niezjedzenie kolacji to nie głodówka. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło" Ktoś chyba powinien Panu Premierowi wytłumaczyć co to jest SZACUNEK.

Bo cywilizowani ludzie mają szacunek dla każdego człowieka, nie ważne czy jest kobietą, czy nie. Czy jest głową państwa, czy żebrakiem. Człowiek honoru, człowiek prawy, nie zapomni o tym, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Nikogo nie będzie poniżał, z nikogo nie będzie drwił. Jeśli więc panie chcą głodować, to nikt nie ma prawa ich wyśmiewać i poniżać. Nie ważne, czy siedzieć im tam wolno, czy nie.

To co mówi i robi ostatnio władza, nie świadczy o pielęgniarkach, ani wyborcach, ani tym kraju. To świadczy o samej władzy. Za każde wypowiedziane słowo trzeba będzie osobiście wziąć odpowiedzialność. Przed narodem, który władzę wybrał i przed Bogiem, jeśli się w takowego wierzy.

Gdyby zaś ta władza miała trochę klasy, to wiedziałaby jakich odzywek unikać, żeby nie stracić społecznego poparcia. Gdyby władza była mniej arogancka, toby wiedziała dla kogo ma pracować, kto ją wybrał, i kto ją z rządzenia rozliczy. Może wiedziałaby też, że nawet do - jej zdaniem - słusznych celów nie wolno dążyć 'po trupach', wszelkimi dostępnymi środkami, depcząc po drodze kogo popadnie. Bo przecież mnie wolno - państwo to ja!

Dzisiejsza nasza władza jest tak bardzo zapatrzona w siebie, że zza swojego ego nie widzi już prostych obywateli. Nie można liczyć na zrozumienie, na rozsądek, na dotrzymywanie obietnic, na prawo, ani na sprawiedliwość.

poniedziałek, 25 czerwca 2007

Gdzie serce twoje...

Tak wiem, że był taki film. Film był o tym, że młoda dziewczyna znalazła dom w całkowicie obcym miasteczku, wśród całkowicie obcych ludzi. Po prostu trafiła na takich którzy ją przygarnęli, pomogli w trudnych chwilach, bezinteresownie pokochali. Gdzie jest więc dom każdego człowieka? Czy tam gdzie się urodził, czy tam gdzie mieszka, a może w całkiem innym miejscu?

Zacznijmy od tego, czy dom to w ogóle jest miejsce. W domu czujemy się bezpiecznie i swobodnie, jesteśmy spokojni. Z tym słowem wiąże się wszystko co możemy zamknąć w stwierdzeniu "rodzinne ciepło". Więc dom to nie do końca miejsce - raczej uczucie. Uczucie, które może być związane zarówno z miejscem urodzenia, czy zamieszkania, jak i z rzeczami do których jesteśmy przywiązani, czy z ludźmi, których kochamy. To przecież oni są źródłem tego ciepła, to oni sprawiają, że w owym materialnym domu czujemy się domowo. Bez nich jest pusty. Bez nich nie jest ani ciepły, ani przyjazny, ani bezpieczny. Bez nich jest tylko miejscem zamieszkania.

Dlatego pozwolę sobie postawić tezę, iż pod hasłem dom, kryją się wszyscy ci, których kochamy, przy krórych jest nam dobrze. W tym momencie nie ma znaczenia, czy jesteśmy akurat w miejscu, gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy, czy na drugim krańcu świata. W Polsce czy w amazońskiej dżungli. Czy mieszkamy w dworku po prababci czy w slumsach Rio de Janeiro. Dom można sobie znaleźć wszędzie, jeśli umie się kochać.

A skoro dom może być wszędzie, to może być też nigdzie. I tak dochodzimy do najsmutniejszej epidemii nowoczesnego świata - samotności. Do tego, że człowiek sam, jeden nie zbuduje domu, nie będzie szczęśliwy i spokojny. Do tego, że nie ma na świecie nic ważniejszego od drugiego człowieka.